Maria Rodziewiczówna - Wrzos.pdf

(1060 KB) Pobierz
Wrzos
Maria Rodziewiczówna
Lwów, 1921
Pobrano z Wikiźródeł dnia 15.11.2016
MARJA RODZIEWICZÓWNA
WRZOS
POWIEŚĆ
WYDANIE TRZECIE
LWÓW — POZNAŃ
NAKŁADEM WYDAWNICTWA POLSKIEGO
1921
I
II
III
IV
V
VI
VII
VIII
IX
X
XI
XII
XIII
XIV
XV
Z TŁOCZARNI WYDAWNICTWA POLSKIEGO WE LWOWIE.
Tekst jest
własnością publiczną
(public
domain).
Szczegóły licencji na stronie
autora:
Maria Rodziewiczówna.
I.
 Wszystko
się stać może, ale żeby się Andrzej Sanicki miał
żenić, to szczyt, co plotka wymyślić zdolna.
 A
pani Celina?
 Gdy
ta wieść gruchnęła po mieście, każdy ramionami ruszył
— nawet nie zaprzeczał — był to absurd.
 Plotka
jednak nie cichła, owszem utrwaliła się. Mówiono, że
podobno pan Andrzej z ojcem się pojednał, że kawalerskie swe
mieszkanie zwija, że ojciec, pan prezes, ustępuje mu pierwsze
piętro w swej kamienicy na Marszałkowskiej, że widziano ich
obu pod rękę, wychodzących od jubilera. Słowem dziwa.
 Więc
zaczęli znowu wszyscy pytać jednogłośnie:
 —
Cóż na to pani Celina? Żyje i pozwala?
 —
Żyje, pozwala i śmieje się! — uspokoił malarz, Józef
Radlicz, który u pani Celiny bywał co piątek.
 Saniccy
byli szeroko znani: ojciec — powaga prawnicza, syn
— zdolny technik. Koło znajomych było wtedy szerokie —
gawędom nie było końca.
 Andrzej
po śmierci matki z ojcem się poróżnił, doszło do
zupełnego zerwania. Jedni mówią, że im poszło o spadek —
nieboszczka była bardzo bogata — drudzy, że już wtedy ojciec
wymagał, by syn z panią Celiną zerwał.
 Odtąd
minęły trzy lata. Ludzie już się oswoili z zerwaniem z
panią Celiną, z trochę hulaszczem życiem pięknego Andrzeja,
gdy wtem ta wiadomość! Saniccy znaleźli się znowu na ustach
całego miasta.
 Doktór
Morawski, stary znajomy prezesa, z którym co
wieczór grywał w winta i należał do zaufanych, był oblegany
Zgłoś jeśli naruszono regulamin