"Zofia, Jerzy i Inni", czyli Bolesław Dymiński przeciw niepamięci Zofia i Jerzy Lubczyńscy w 1972 roku założyli Jastrzębski Klub Fotograficzny "Niezależni" i prowadzili go aż do mierci: Jerzy jako Prezes, Zofia jako członek Rady Klubu (na różnych "stanowiskach) i Dobry Duch Klubu. Dzięki nim w Jastrzębiu nazywanym "sypialniš" lub "socjalistycznym robotniczym miastem", w miecie bez tradycji, bez ruchu fotograficznego, praktycznie bez "bazy i nadbudowy", powstało znane w całym wiecie rodowisko fotograficzne, grupa ludzi zdobywajšcych nagrody na liczšcych się konkursach, otrzymujšcych prestiżowe tytuły (choćby AFiAP, EFiAP, zdfp), uczestniczšcych, ale też i wykładajšcych na przeróżnych sympozjach i innych imprezach. Sami dawali przykład. Niezliczone nagrody i wyróżnienia na wszystkich kontynentach (bez Antarktydy tylko), wiele artykułów nie tylko w prasie fotograficznej, cenieni jako praktycy i teoretycy fotografii. Nie to jednak jest najważniejsze, ale to, że wychowali, zmobilizowali do pracy nad sobš, do cišgłej nauki, do fotograficznego obserwowania rzeczywistoci, do wypracowania własnego stylu wypowiedzi, wielu młodych (czasem nie najmłodszych) ludzi. Jeszcze co - w latach 70/80 ich staraniem pojawiali się w Jastrzębiu ludzie kultury i sztuki, których w inny sposób nie moglibymy poznać: Zofia Rydet, Jerzy Krasicki i wielu innych. Jurorami ogólnopolskiej wystawy cyklicznej "Spotkania z Fotografiš" byli Juliusz Garztecki, Czesław Odo Mostowski, Paweł Pierciński, Władysław Klimczak - same sławy. I to Oni odchodzš w niepamięć, pomimo wszystkiego, co zrobili dla miasta i ludzi. Wspaniale, że Bolek Dymiński zaproponował tę wystawę, wyszukał, opracował i skopiował swoje stare zdjęcia z czasów wietnoci JKF "Niezależni". Ciekawe, czy i kto przyjdzie na tę wystawę. I jeszcze jedno - w tytule sš "Inni". Ci "Inni" to dawni członkowie Klubu, ludzie spotkani na wspólnych wyjazdach i plenerach, przyjeżdżajšcy do Jastrzębia, do nas. Dziękuję, Dymbolu! Zofia, Jerzy i Inni Z perspektywy czterech dekad to tak naprawdę wiat jest coraz bardziej do dupy, co chwilę kogo zalewa, zwiewa czy przywala. To przez ludzi: wypalajš lasy, zatruwajš co się da, sikajš po piwnicach albo robiš wszędzie mieciowe kupy, wg zasady: "... sraj Polaku, sraj - bo to jest twój kraj...". Co więc takiego się stało, że w Jastrzębiu-Zdroju powstał JKF "Niezależni", skupiajšcy normalnych ludzi? Wystarczyła wykształcona Para po AGH i KTF-ie z pasjš fotograficznš i wrodzonš życzliwociš do bliniego swego. Nagle w miecie pojawiła się oaza, do której cišgali amatorzy fotografii z najbliższych okolic i zawodowcy - artyci z prelekcjami, wystawami z całej Polski. Lubczyńscy mieli autorytet, nie tylko fotograficzny. Pewnego wtorkowego wieczoru, w klubie, przy kawie, Jurek wspominał ratowniczš akcję w jakiej kopalni po wybuchu metanu i pyłu węglowego, gdzie jeden ratownik wynosił po dwóch martwych górników, bo tak byli zmumifikowani wysokš temperaturš... Następnego dnia w przodku kombajnowym pobiłem się ze sztygarem, bo ten wsadził metanomierz do lutni, by móc fedrować. Nigdy więcej w mojej obecnoci nikt nie ingerował w zabezpieczenia metanometryczne w moim przodku. Niby drobiazg... W klubie było jak w rodzinie. Kiedy Moja była w ostatnim miesišcu cišży z Aniš, Zofia zapytała, jak się czuje, odparłem że ledwo chodzi, już po terminie... Wieczorem zawiozłem jš na porodówkę, urodziła w nocy, a rankiem lekarz zapytał żonę, skšd zna Zofię Lubczyńskš? Z podróży po wiecie przywozili oprócz zdjęć i kolorowych slajdów egzotyczne herbaty. W wielkiej blaszanej puszce Zofia mieszała je ze sobš, a potem częstowała goci. W ich domu odbywały się robocze spotkania diaporamowe. Zabieralimy do Jurka swój sprzęt muzyczny - co kto miał - podłšczalimy do miksera i składalimy (wg przygotowanego przez Jurka scenariusza) dwięki do diaporam .W przerwach Zofia serwowała egzotyczne posiłki. W diaporamach nie było na Nich mocnych. Klub (czyli Lubczyńscy) organizował co dwa lata ogólnopolskš wystawę fotografii - "Spotkania z fotografiš". Mielimy więc okazję poznać i przyjrzeć się z bliska pracy takich jurorów-fotografów, jak: Juliusz Garztecki, Zofia Rydet, Jerzy Lewczyński, Lech Kopczyński, Michał Sowiński, Fryderyk Kremser - Ludzie Autorytety. Najpiękniejsze były plenery. Zofia, jako działaczka PTTK-u, miała olbrzymiš wiedzę o każdym regionie. W trakcie podróży mielimy pełny serwis historyczny i geograficzny trasy i miejsca pleneru. W Zšbkowicach lšskich, na obrzeżu Jury, Zofia miała swój dom rodzinny. Cały drewniany, taki z duszš, a może i z duchami. Była to klubowa baza wypadowa do Jury. Dawno temu w schowku na poddaszu mama Zosi gromadziła butelki z sosnowym winem własnej roboty. Po powrocie z fotografowania i sytej kolacji Zofia wycišgała butelkę maminego wina. W kieliszku wyglšdało jak rozpuszczony bursztyn, opalizowało i pachniało wierkowym czy sosnowym lasem... bajka! Pewnego razu, gdzie w wiecie, Lubczyńscy spotkali prezesa klubu fotograficznego Probuda - Georga Radewa i nawišzali znajomoć. Jego klub miał siedzibę w Burgas, nad morzem Czarnym. Współpraca wyglšdała tak: trzech klubowiczów z Polski zabierało jednš kopię wystawy, na zadany temat i jechali do Bułgarii. I vice versa. W tym samym czasie jury w Jastrzębiu i Burgas oceniało dwa takie same bułgarsko-polskie zestawy zdjęć, przyznajšc nagrody. No, a potem dwa tygodnie moreto, "Słoneczny Brzeg", domasznaja rakija, Płowdiw, szopski ser, skisłe małako, itp., itd. Podobnš współpracę mielimy z Czechami - Wojtkiem Bartkiem. O klubie i Lubczyńskich można by pisać bez końca, trzy dekady nam zagospodarowali, a potem nagle odeszli. Pozostały wspomnienia i fotografie - czy to bardzo mało?
FabianK