Maria Nurowska - Postscriptum.pdf

(453 KB) Pobierz
Maria NUROWSKA
Postscriptum
Wydawnictwo Literackie
Copyright by Mao. Nurowsfca, Kraków 19»
> i
&3, 99\
ISBN 83-08-01976-5
Mogłem się spodziewad, że zrobi coś takiego; byd może podświadomie na to czekałem.
Ta niejasna myśl dodawała mi odwagi, tłumaczyła jakoś nasz wspólny wysiłek. Obcując z
tą kobietą przez kilka miesięcy, miałem wrażenie, że na moich oczach dokonuje się cud.
Ze strzępów rozbitej osobowości na nowo powstawał człowiek. Ani ona, ani ja nie
wiedzieliśmy, kim będzie, ale z upływem dni gra o jej życie wciągała mnie coraz bardziej.
Jak już nadmieniłem, oczekiwałem katastrofy, nie wydawała mi się jednak nieunikniona,
miałem nawet pewną nadzieję.
Postawiono mi zarzut, że dla swoich dziennikarskich celów trzymałem tę kobietę w
zamknięciu. Mija się to z prawdą. Ona sama nie chciała wychodzid, nie życzyła sobie też
spotkao z kimkolwiek innym.
Może parę słów o sobie. Nazywam się Hans Benek, mam trzydzieści sześd lat, jestem
kawalerem.
Pracuję dla gazety, dla której w latach 1976-1981 pisywałem korespondencje z Polski.
Stąd moje zainteresowanie losem Anny Łazarskiej. Zwróciła mi na nią uwagę
właścicielka pensjonatu na tyłach katedry w Kolonii.
Idąc na spotkanie z Polką, sądziłem, że ograniczy się ono do jednej rozmowy. Myliłem
się. Od pierwszych jej słów wiedziałem, że trafia mi się pierwszorzędny materiał i że nie
wolno mi go wypuścid z rąk. Znam na tyle język, że nie mieliśmy trudności z
porozumiewaniu się, gorzej było ze spisywaniem z taśmy. Miejscami Łazarska mówiła
niewyraźnie, połykała sylaby, czasami pojawiał się skrywany płacz. Zwróciłem się o
pomoc do zaprzyjaźnionej Polki, w krótkim czasie zrezygnowałem jednak ze współpracy
z nią, gdyż wydawała się nazbyt zbulwersowana tym, co zawierały taśmy.
Wiedziała o samobójstwie Anny Łazarskiej, prasa się na ten temat rozpisywała, czyniąc ją
jedną z ofiar stanu wojennego. Oto notatka, jaką zamieściła moja gazeta: i „Dziś w
godzinach rannych wyskoczyła z dziewiątego piętra domu handlowego Hansen
obywatelka polska Anna Łazarska, lat 40. Znaleziono przy zabitej bilet lotniczy do
Warszawy na 13 grudnia 1981
roku. Czas oczekiwania na przywrócenie lotów do Polski w przypadku Anny Łazarskiej
okazał się zabójczy w pełnym tego słowa znaczeniu”.
i Zastanawiałem się, jaką formę nadad zebranym materiałom, na które składały się przede
wszystkim nagrania moich rozmów z Łazarska, dziennik jej opiekuna, Witolda
ŁazarskiegOj jej zapiski, a także moje notatki i komentarze. Wszystko to wymagało
obróbki, było zaledwie surowcem. A jednak, po namyśle, ten właśnie surowiec oddaję do
rąk czytelnika mając nadzieję, że sam ułoży sobie obraz pękniętego życia Anny
Łazarskiej. Tekst miejscami może wydad się chropowaty, mało zrozumiały, za co z góry
przepraszam.
Bohaterkę dwóch życiorysów znalazłem w bezosobowym wnętrzu. Nie było tam innych
oznak życia poza pełną niedopałków popielniczką. Anna Łazarska zrobiła na mnie
wrażenie kobiety mało efektownej. Miała mniej więcej 165 cm wzrostu, ciemne krótko
ścięte włosy z oznakami siwizny na przodzie głowy, można by to określid jako siwe
pasmo. Mrużyła oczy w sposób typowy dla krótkowidza.
(nagranie dokonane 20 grudnia 1981 roku. Łazarska nie wiedziała, że jest nagrywana) Ja:
Nazywam się Hans Benek, niedawno wróciłem z Polski. Pomyślałem, że może chciałaby
pani porozmawiad z kimś w swoim języku. Ł: Nie zależy mi na rozmowie. Ja: Nie
wychodzi pani, nie ogląda telewizji, nie słucha radia…
Ł: Nie znam niemieckiego.
Ja: Musi się pani czud odizolowana.
Ł: Wasz język nie jest mi potrzebny.
Ja: Czeka pani na lot do Warszawy?
Ł: Byd może.
Ja: Nie jest pani przekonana? Myśli pani o pozostaniu
tutaj?
Ł: Tego nie biorę pod uwagę.
Ja: Jakieś inne paostwo na Zachodzie?
Ł: Nie sądzę.
Ja: Więc jednak powrót?
Ł: Co pan nazywa powrotem?
Ja: Lot do Warszawy.
Ł: Tak, lot do Warszawy.
Ja: Przeszkodził pani stan wojenny?
Ł: Myli się pan, pojechałam na lotnisko nie wiedząc, że loty są wstrzymane.
Ja: Co to znaczy?
Ł: Wahałam się, postanowiłam poczekad jeszcze parę dni.
Ja: Ale traciła pani bilet.
Ł: Tak, traciłam bilet.
Ja: Jak zamierzała pani wrócid?
Ł: Nie myślałam o tym, może wykupiłabym nowy.
Ja: W markach?
L: Tak, w markach.
Ja:To można załatwid za złotówki, wysład teleks do Polski.
Ł: Nie mam tam nikogo.
Ja: Strata biletu to dla kogoś stamtąd duże finansowe
obciążenie.
Ł: Nie myślę o pieniądzach.
Ja: A o czym pani myśli?
Ł: Czy mogę dostąpid łaski.
Ja: Słucham?
Ł: Laski odpuszczenia.
(z zapisków Anny Łazarskiej)
Czy mogłabym dostąpid łaski odpuszczenia? Czy powinnam o nią zabiegad? Przecież
nawet gdyby on mi wybaczył… Sądziłam, że odległośd chociaż częściowo uwolni mnie
od tego biednego, schorowanego ciała… Czym może byd człowiek, dowiadujemy się w
sytuacjach wyjątkowych, jeżeli takie się nie zdarzają, żyjemy w nieświadomości. Czym
może byd jeden dzieo, który trzeba przeżyd od rana do wieczora, który trzeba
przecierpied. Brak kontroli nad fizjologią może stad się głębokim ludzkim dramatem.
W swoich wysiłkach ojciec był heroiczny. Golił się codziennie, mimo że ta zwykła
czynnośd urastała do góry lodowej, którą trzeba było wyminąd. Pokonywaliśmy ją razem i
nie byliśmy sobie przez to bliżsi.
Może inaczej, nie umieliśmy sobie tej bliskości okazad. Jego głowa, jak czaszka
pomniejszona przez Indian, porażała mnie za każdym razem, kiedy wchodziłam do
pokoju. Fotel, który kiedyś wypełniał
swoim ciałem, stawał się coraz bardziej pusty. Odchodził z tego świata bez słowa skargi,
zawzięty w swoim milczeniu. Tylko ta drobna twarzyczka starego dziecka i przerażone
oczy. Moje zdumienie, że mężczyzna okazałego wzrostu i tuszy w ciągu niedługiego
czasu może przemienid się w zżółkłego, zasuszonego człowieczka. Ale ten ludzki cieo był
kimś najbadziej realnym w całym moim życiu. Ten człowiek obcej krwi był moją rodziną.
Obca krew, czy może istnied między ludźmi przedział bardziej okrutny? Będę na ten
temat miała coś do powiedzenia. Między innymi dlatego zgodziłam się, żeby dziennikarz
tu przychodził. Ma znużony wyraz twarzy, co sprawia wrażenie, jakby wiele rozumiał! A
poza tym jest Niemcem…
(nagranie z 20 grudnia 81 roku, ciąg dalszy). Ja: Pani siebie czymś obciąża. Ł: O, tak.
Ja: Czy możemy o tym porozmawiad? L: Raczej nie, to by pana znudziło. Nic ciekawego
dla dziennikarza, nie weszłam w zatarg z Jaruzelskim. To dotyczy mnie, mnie osobiście.
Ja: Jestem tu prywatnie.
Ł: Nie jest pan, pan nie może sobie pozwolid na taką stratę czasu (uśmiech).
Ja: A może chcę pani pomóc? Jako drugi człowiek. L: Od kiedy dziennikarze są ludźmi?
Powinienem nadmienid, że po tej dośd dziwnej rozmowie nie uważałem Łazarskiej za
osobę niezrównoważoną. Od początku było dla mnie jasne, że za jej słowami ukrywa się
autentyczny dramat i moim obowiązkiem jest do niego dotrzed. Myślę, że Lazarska też
była tego świadoma.
Kiedy tamtego marcowego dnia nie zastałem jej w pensjonacie, poprosiłem kierowniczkę
o klucz do jej pokoju. Na stole leżał list. Od pierwszych słów wiedziałem, że zwiastuje
nieszczęście, którego nie da się już odwrócid. Odsunąłem szufladę. Znalazłem w niej mały
magnetofon, zniszczony stukartkowy brulion, kilka listów, a także jej notatki.
Postanowiłem wszystko zabrad*
zanim zrobi to policja. Była tam między innymi ankieta, o której Łazarska kiedyś
wspomniała.
Powiedziała coś takiego, że ją wypełniła, ale nie zdążyła zwrócid, bo była już kimś innym.
(ankieta)
Jaki sens ma dla ciebie pojęcie „pokolenia”, czy zaliczyłbyś się do „pokolenia
marcowego”?
Byd może, zwłaszcza w młodości, żyłam za bardzo „z boku” i „oddzielnie” — mały
brałam udział w rozmaitych przedsięwzięciach i tworach kolektywnych. Dlatego nie
wyrobiłam w sobie poczucia przynależności do określonego pokolenia. Przez długi czas
środowisko wydawało mi się lepszą podstawą do identyfikacji i poczucia wspólnoty niż
pokolenie. Także i teraz, kiedy chciałam zidentyfikowad własne doświadczenia i
biografię, słowo „pokolenie” nie bardzo mi odpowiada.
Mój ojciec, prawnik, w czasie wojny nie brał czynnego udziału w podziemiu, nie był też
żołnierzem powstania warszawskiego, był, jak sam siebie określał, „cywilem”, a mimo to
po wojnie został
aresztowany i przesiedział sześd lat w więzieniu mokotowskim tylko za swą
przynależnośd do przedwojennej inteligencji.
W szkole średniej w moim środowisku rówieśniczym angażowad się lub walczyd o
cokolwiek nie bardzo wypadało — byłby to dowód polskiego „małpiego rozumu”. Pewien
tak charakterystyczny dla młodości cynizm (czasem pozorny i udawany) i lekceważenie
przekazywanych jako obowiązujące reguł gry — powstawały, w moim przekonaniu, przez
odniesienie do doświadczeo pokolenia rodziców.
Ze szkoły podstawowej pamiętam śmierd Stalina, naukę religii i rozpoczynanie lekcji
modlitwą w niższych klasach. Pamiętam także październik 56. Przeżywałam go razem z
ojcem, który mi pewne rzeczy
10
tłumaczył. W czasie jego uwięzienia przebywałam w domu dziecka.
Początkowe dwa lata studiów na prawie to okres, w którym może najbardziej
interesowałam się problematyką społeczną i polityczną. Uczyłam się wówczas ekonomii
politycznej i marksizmu, a były to pierwsze teorie, jakie poznałam dokładniej, i wydawały
mi się one odpowiednio głębokie, przy tym prawdziwe i etyczne. Później jednak moje
zainteresowania powróciły jakby do problematyki indywidualistyczno-psychologicznej
(jeśli tik można to określid). Miały one trwalsze i solidniejsze podstawy jako rozszerzone
zainteresowania sobą i bliźnimi, z którymi pozostawałam w jakichś stosunkach. W tym
samym mniej więcej czasie zaczęły docierad do mnie z wydziału filozofii i socjologii
krytyki marksizmu (np. Ossowska — że z sądów opisowych w sposób logicznie
uprawniony nie można przechodzid do sądów wartościujących, że przepowiednie Marksa
nie sprawdzają się itd.) i istniejącego wówczas porządku społecznego, a jednocześnie,
dzięki wyjazdom za granicę (głównie) —
wydawnictwa „Kultury”. Zabawne, że język tych wydawnictw przy pierwszym zetknięciu
wydawał mi się zbyt „prywatny”, za mało oficjalny i uczony, co na samym wstępie
wzbudziło moje podejrzenia co do wartości przekazywanej wiedzy. Dopiero po jakimś
czasie odczułam, że był to język wyższej jakości niż np. język „Kultury” warszawskiej, do
której byłam wcześniej przyzwyczajona. Tak więc po dwu początkowych latach studiów
przeszło mi zainteresowanie polityką, nie byłam też nigdy członkiem żadnych organizacji
politycznych ani młodzieżowych. Po dwu latach niezbyt głębokiego zainteresowania
ideami socjalizmu powróciłam więc do wyniesionych z domu przekonao w niezbyt
pogłębionej formie o tym, że istniejący w Polsce system jest niesprawny, a miejscami
wręcz idiotyczny.
W tym czasie przerwałam studia na prawie, na które
ii
namówił mnie ojciec, i zaczęłam uczęszczad do konserwatorium, początkowo jako wolny
słuchacz, potem przyjęto mnie na pierwszy rok studiów. Potem wydarzył się marzec 68.
Wielu moich znajomych zatrzymano czy nawet posadzono przy różnych okazjach. Sama
brałam udział w niektórych zgromadzeniach i „okolicznościach” towarzyskich (wiec na
dziedziocu UW, pochody, odwiedzanie strajkujących, pamiętam, że wówczas na strajk
okupacyjny studentów mówiono strajk włoski), ale zajmowałam* jedynie pozycję
biernego obserwatora. O swojej postawie wówczas mogłabym powiedzied mniej więcej
tyle: byłam biernym obserwatorem wydarzeo, „ruch” popierałam i identyfikowałam się z
nim w takim samym stopniu jak przeciętni studenci. Mimo wielu kontaktów towarzyskich
i przyjacielskich nie identyfikowałam się natomiast z grupą organizatorów, aktywistów i
działaczy studenckich — to było jakby inne środowisko. Kto wie, czy nie
najwyraźniejszym doświadczeniem marca 68 było odkrycie „problemu żydowskiego” w
Polsce. Przekonałam się wówczas naocznie (przedtem słyszałam jedynie o „Żydach w
rządzie”), że w Polsce są Żydzi i że wielu z nich to moi znajomi lub przyjaciele…
(z zapisków Anny Łazarskiej)
Wydawało mi się, że dośd dobrze wiem, kim jestem, do czasu aż odnalazłam w szufladzie
biurka jego notatki. Był już wtedy śmiertelnie chory. Pierwszy zapis, na który natrafiłam:
„Już przeszło tydzieo tkwimy w piwnicy, zza przysypanego okna przedostaje się trochę
niemrawego światła. Żywimy się spleśniałą marchwią i burakami. Oprócz mnie jest tutaj
lokator z piętra wyżej, któremu wybuch zasypał oczy, i młoda kobieta. W czasie
bombardowania straciła dziecko, co zmienia sytuację małej Żydówki. Kobieta
12
Zgłoś jeśli naruszono regulamin