Zaprzyjaźniłem się z pewnym psem. Chciałbym trochę o nim opowiedzieć.
MÓJ PRZYJACIEL HASKI
Na ulicy w Górze Św. Małgorzaty od kilku lat mieszka bezpański pies rasy Haski. Radzi sobie bardzo dobrze, do pełni szczęścia brakuje mu tylko kochającego pana..
Haski z Góry Św. Małgorzaty jest suczką. Nazywa się Roza. Roza uwielbia starsze panie. Jedną z nich kocha miłością bezwarunkową. Chodzi za nią krok w krok, ale ona nie chce Rozy.
Roza wygląda na dziesięcioletniego psa. Lubi dobre jedzenie. Lubi kość wędzoną.
Roza lubi bogatych sponsorów. Przesiaduje przed domami bogaczy, ale nikt jej nie chce.
Roza sypia na gołej ziemi przed sklepem lub gdzie popadnie, dlatego jesienią chodzi czasami lekko utykając na jedną nogę. Jeśli nic się nie zmieni grozi jej reumatyzm.
Kiedyś próbowano zniewolić Rozę przemocą, ale to się nie powiodło, Uciekła niedoszłemu właścicielowi. Wolała wolność i niepewny los. Od tej pory bywa nieufna.
Roza to krzepka dziewczyna. Jeden kłębek mięśni. Mimo, że się nie przepracowuje, nie przejada i porusza się przeważnie raczej powoli.
Utrwalił się między nami pewien rytuał. Najpierw miłe powitanie. Roza przybiega do mnie szczęśliwa. Potem wędrówka razem po sklepach i smaczny poczęstunek. Na koniec smutne, trochę dziwne rozstanie. Idzie za mną, ale coraz bardziej zostaje w tyle, aż znika mi z pola widzenia.
Roza odprowadziła mnie spory kawałek do domu. Po drodze była ciekawa sytuacja. Roza przednimi łapami uderzała w lód na kałuży, żeby dostać się do wody. Nie udało jej się przebić lodu. Pomogłem jej. Wypiła tylko troszeczkę wody i to jej starczyło.
Kupiłem jej kawałek kiełbasy i poszła za budynek zjeść go w spokoju. Nie widziała, dokąd idę. Mimo to znalazła mnie przy następnym sklepie. Wyśledziła mnie po zapachu. Niezły węch!
Dzisiaj zjadła pół kilo mięsa i jeszcze było jej mało. Ja bym się tym nasycił, a ważę z dziesięć razy więcej od niej. Niezły apetyt!
Dzisiaj wygrzewała się rozkosznie na słoneczku jak królowa na tarasie przed wejściem do Urzędu Gminy w Górze Świętej Małgorzaty. Zaskoczyło mnie to radośnie. Bezduszne prawo się jej nie ima. Jak dobrze, że nie ma tu Policji ani Straży Miejskiej.
Uczę Rozę reagować na komendę – siad. Argumentem by ją zachęcić do tego czynu była ogromna kość wędzona. Ona zachęcała z kolei mnie do oddania kości dotykając łapą mojego kolana. Doskonale wie o co chodzi ale niechętnie wykonuje polecenia.
Była sytuacja z wielką ciężarówką, która przemknęła w odległości jednego metra od niej, a ona ani drgnęła. To jest dopiero odwaga.
Tym razem zjadła aż kilogram mięsa i jeszcze było jej mało. To dziesięć razy więcej ode mnie mimo, że waży dziesięć razy mniej. Specyficzny talent.
Mimo, że na ogół spokojna, potrafi być czujna i energiczna. Jechałem rowerem dosyć szybko. Usłyszałem za sobą tupot jej pazurów na chodniku. Obejrzałem się i zobaczyłem jak pędzi za mną. Wylegiwała się jak zwykle pod płotem bogacza i zerwała się nagle by mnie dogonić.
Zobaczyłem ją bardzo daleko od wioski w polu i zobaczyłem biegnącego za nią psa. Myślałem, że ma cieczkę, ale tym razem to był fałszywy alarm. Nie wiem czemu nie podeszła do mnie, ominęła mnie z daleka.
Dzisiaj czekała na mnie dwie godziny, gdy byłem w bibliotece. Gdy wychodziłem słyszałem komentarz urzędniczki, że to ten pies, który miał być złapany. Brrr!!!
Roza zakopuje jedzenie, gdy jest syta. Mam nadzieje, że potrafi je odnaleźć, gdy jest głodna.
Zadziwia mnie jej słuch. Z odległości kilkudziesięciu metrów rozpoznaje dźwięk moich kroków, albo jakiś charakterystyczny szelest mojego roweru. A wydawałoby się że drzemie sobie i nic ją nie obchodzi.
Ostatnio upodobała sobie jednego bogatego sponsora i z wdziękiem przebywa u niego na ekskluzywnym podwórku obok wspaniałej rzeźby orła. Mam nadzieję, że to będzie stały związek…
Związek jest stały trwa już kilka miesięcy. Roza ma tam piękną miskę z wodą.
andrzejbogdanciach