Szkolna łazienka nigdy nie była przyjemnym miejscem. Ciągle brakuje mydła lub papieru, któraś toaleta jest zapchana albo drzwi się zacinają. I wiecznie pełno tu ludzi. A ja nie lubię ludzi.Jaki mam powód, żeby ich lubić?Nie ma nikogo, komu by na mnie zależało.Nikt za mną nie tęskni.I nawet, jeśli robię to, co kocham, to, co potrafię zrobić naprawdę dobrze, nikogo to nie obchodzi.Nie lubię spotykać się z ludźmi. Nie lubię czuć na sobie ich wzroku. Nie lubię być zmuszana do rozmowy z nimi.Nie lubię szkolnej łazienki.Ale dzisiaj jest inaczej. Wchodzę do pustego pomieszczenia. To dlatego, że jest już po dzwonku. Spóźnię się na lekcję - co z tego?Nie lubię szkoły. Tutaj nie wolno mi być sobą. Mam być dopasowana. Spełniać wymagania.Nie lubię mojej klasy. Dlatego, że oni nie lubią mnie. Na lekcjach siedzę sama w ostatniej ławce. Na przerwach też, tyle, że na podłodze.Oni tworzą zgraną grupę. Ja do nich nie pasuję.Do nikogo nie pasuję.Nikt mnie nie chce.Wchodzę do jednej z kabin. To z tej najczęściej korzystają. Największa, a w środku jest okno. I całkiem spory kawałek podłogi, na którym teraz siadam. Podwijam lewy rękaw czarnego swetra i sięgam do kieszeni.Ludzie używają żyletek. To takie banalne.A ja znowu silę się na oryginalność, chociaż i tak nikt tego nie doceni. Bo oni chcą, żebym była szablonowa.Wyciągam kawałek szkła - pozostałość po szklance stłuczonej kilka miesięcy temu. Mam ich więcej, ale ten lubię najbardziej. Gładzę palcem ostrą krawędź. Uśmiecham się.Mocno przyciskam szkło do wewnętrznej części lewego przedramienia. Zaciskam oczy, odwracam głowę i szybko przesuwam krawędzią po skórze. Cała się trzęsę.Nie lubię bólu. Ale czasami jest konieczny. To tak, jak płacz. Tyle, że to jest łatwiejsze.Już za późno, żeby płakać. Powstrzymywałam łzy, kiedy napływały mi do oczu. Nie chciałam, żeby inni je widzieli. A teraz już nie potrafię ich przywołać.Nie lubię bólu. Wręcz się go boję.Ale lubię widok krwi.Z każdym kolejnym cięciem jest jej coraz więcej. Jedna kropla kapie na podłogę. Wycieram ją chusteczką. Nie chcę, żeby ktoś to potem zobaczył.Ból jest coraz mniejszy. A może to ja już nie zwracam na niego uwagi? Oczy zachodzą mi mgłą.Chyba już wystarczy. Próbuję się podnieść, ale upadam z powrotem na ziemię. Co się dzieje? Nigdy dotąd tak nie było.Wszystko jest takie przytłumione.Czy ja umieram? Ale przecież nie tak miało być...
_______________Alternatywne zakończenie, czyli co by było, gdyby bohaterka jednak przeżyła:
Dźwięk dzwonka przywraca mnie do świadomości. Rozglądam się. Nadal jestem w szkolnej kabinie toaletowej. Krew już dawno zaschła. Zakrywam ją rękawem, chowam szkło do kieszeni. Wstaję, tym razem już bez problemów. Zakrwawioną chusteczkę wyrzucam do kosza. Przekręcam zamek w drzwiach i wychodzę. Jakaś dziewczyna natychmiast zajmuje zwolnioną przeze mnie kabinę, kilka następnych czeka w kolejce. Mijam je bez słowa. Kieruję się prosto do sali, w której mam następną lekcję. Siadam na podłodze obok drzwi.Nikt nie zauważył mojej czterdziestopięciominutowej nieobecności.
TheSmilingCat