Hannay Barbara - Cztery pory roku.pdf

(400 KB) Pobierz
Barbara Hannay
Cztery pory roku
Tłumaczyła Halina Kilińska
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Ubrana jak do wyjścia, ledwie panująca nad sobą Mary Cameron leżała na łóżku. Gdy zegar
zaczął wybijać północ, zerwała się na równe nogi. Gruby dywan tłumił kroki, więc bezszelestnie
podeszła do okna, odsunęła zasłonę i wyjrzała przez szczelinę w żaluzjach.
Odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła, że Tom już czeka.
Stał poza kręgiem światła latarni, lekko pochylony, wsparty pod boki i wyglądał, jakby
szykował się do skoku.
Prawdę powiedziawszy, Tom Pirelli zawsze sprawiał wrażenie człowieka gotowego do akcji.
Dziś, w tę cichą, zimową noc zamierzał porwać ukochaną i wziąć z nią ślub.
Mary rozsunęła żaluzje, a wtedy Tom podniósł rękę, dając znak, że zauważył ruch. W
ciemności błysnęły jego olśniewająco białe zęby. Mary zadrżała na myśl, że jutro o tej porze
będzie już daleko od Townsville.
I będzie żoną Toma.
W ciągu ostatnich tygodni myślała tylko i wyłącznie o ślubie. Nie potrafiła skupić się ani na
nauce, ani na tym, co do niej mówiono. Rozmowy w rodzinnym gronie jakby
jej nie dotyczyły,
słowa prawie do niej nie docierały. Wszystkie myśli zajmował przystojny dwudziestodwuletni
żołnierz o ujmującym uśmiechu, który całował jak nikt inny.
Zakochała się od pierwszego wejrzenia i była przekonana, że bez Toma nie może żyć.
-
Już
idę
-
szepnęła.
Wzięła niewielki plecak z przyborami toaletowymi i jednym kompletem bielizny. Bała się, że
większym plecakiem mogłaby w ciemności o coś zawadzić, narobić hałasu i obudzić rodziców.
Poza tym podróżowanie
motorem wykluczało większy bagaż.
Cieszyła się, że odtąd już zawsze będzie z ukochanym i wobec tego faktu wszystko inne
stawało się nieważne.
Rozpierała ją radość. Uważała się za najszczęśliwszą dziewczynę w całej Australii, a nawet
na świecie.
Nie
zwlekając dłużej, wyszła z sypialni.
Musiała bardzo uważać, bo na każdym kroku czyhało niebezpieczeństwo. Bała się, że
drewniana podłoga zaskrzypi, więc nie włożyła butów. Niosła je w ręku i ostrożnie stąpała na
palcach. Wiedziała, że jeśli ojciec się
zbudzi, wszystko przepadnie.
Na myśl o tym poczuła wyrzuty sumienia. Nigdy nie przypuszczała, że tak będzie wyglądała
wigilia jej ślubu. Zawsze miała dobry, serdeczny kontakt z rodzicami i teraz czuła się rozdarta
między lojalnością wobec nich a miłością
do Toma.
Ale ojciec w ogóle nie słuchał, gdy usiłowała bronić ukochanego. Niestety, nie było innego
wyjścia. Miała jedynie nadzieję, że po ślubie wszystko jakoś się ułoży i rodzice w końcu polubią
zięcia. Zrozumieją, że ona i Tom są sobie przeznaczeni.
Z czasem ojciec doceni zalety zięcia, niech tylko pozna go bliżej i przekona się, że Tom
uwielbia jego jedynaczkę. A Tom na pewno będzie kochającym mężem. Mary była przekonana,
że wszystko ułoży się po jej myśli.
Teraz najważniejsze to niepostrzeżenie wymknąć się z domu.
Mary zrobiła jeden krok, potem drugi.
W ramach przygotowań do ucieczki kilkakrotnie przeszła trasę od sypialni do drzwi
wejściowych, aby zapamiętać, w którym miejscu podłoga najbardziej skrzypi. Jedna
zdradliwa
deska była przed sypialnią rodziców, a druga przed jadalnią.
Ominęła je bezpiecznie i odetchnęła. Przechodząc koło kuchni, usłyszała zmywarkę.
Doskonale, szum wody z pewnością zagłuszy odgłos otwieranych drzwi.
Wreszcie znalazła się w przedsionku. Przez wąskie okna przy drzwiach wpadało nikłe światło
z ulicy.
Mary znalazła się o krok od wolności. Zadowolona, wsunęła stopy w buty i nacisnęła klamkę.
Modliła się, by drzwi nie zaskrzypiały. Wolność była w zasięgu ręki.
Wolność i Tom!
Wyobraziła sobie, jak ją przytuli, jak jego oczy rozbłysną radością. Niemal poczuła jego silne
ramiona.
Uchylając drzwi, kątem oka dostrzegła jakiś ruch. Zamarła.
- Do jasnej cholery! Co ty wyrabiasz? -
zabrzmiał tuż przy jej uchu głos ojca.
Mary szarpnęła drzwi i rzuciła się do przodu, ale pochwyciły ją silne ręce. Szamotała się,
krzycząc:
-
Puść mnie! Nie zatrzymasz mnie!
Pan Cameron pociągnął ją tak mocno, że niemal wykręcił jej rękę.
-
Nie przeszkadzaj mi! Nie wtrącaj się!
- Mary wybuchła
płaczem.
- Ty nic nie rozumiesz.
Przez łzy widziała, że ojciec zamyka drzwi. Wyrwała się i pobiegła do kuchni, by uciec
tylnym wyjściem.
Ojciec dogonił ją bez trudu. Schwycił jeszcze mocniej. Mary bezskutecznie wiła się i
szarpała. Nie miała szans na wygranie zapasów. Ojciec był wysportowanym mężczyzną.
Popchnął ją i przycisnął do szafki.
-
Puść mnie... musisz mnie puścić
-
wykrztusiła urywanym głosem.
-
Jestem dorosła... mam
prawo dysponować
sobą... robić, co chcę.
Ojciec pochylił się nad nią.
-
Ty dorosła?
-
syknął szyderczo.
-
Naprawdę dojrzała i mądra osoba nie wymyka się w nocy
na spotkanie z pierwszym lepszym łajdakiem.
-
Tom nie jest łajdakiem. Nie znasz go.
Nagle rozbłysło światło i Mary przymknęła oczy. Gdy je otworzyła, zobaczyła na progu
kuchni matkę. Zza jej pleców wyglądała twarz kuzynki.
-
Nie możecie zamknąć mnie jak w więzieniu!
- zawołała. -
Nie pozwolę, żebyście popsuli mi
plany. Muszę iść! Wypuście mnie!
-
Kochanie, bądźże rozsądna
-
odezwała się łagodnie pani Cameron.
Mary jeszcze raz spróbowała wyrwać się ojcu. Nie patrzyła na niego, lecz na matkę, która w
nocnej koszuli, potargana
i bez makijażu wyglądała bardzo nieporadnie. Mary zrobiło się jej żal,
ale krzyknęła:
-
To wy bądźcie rozsądni. Mamo, czemu popierasz ojca przeciwko Tomowi? Przecież w
ogóle go nie znacie. Nie pozwoliliście nawet, żebym zaprosiła go do domu. Ale to koniec
waszych rządów. Mam dwadzieścia lat i wiem, czego pragnę. Kocham Toma i on mnie kocha.
Mam prawo
ułożyć sobie życie tak, jak chcę. Muszę iść do niego. Muszę! Zaraz!
- Po moim trupie -
warknął pan Cameron i jeszcze mocniej przycisnął Mary do szarki.
-
Mój drogi, uspokój się. Za ostro ją traktujesz
- mitygowała
go żona.
Mary wciąż szlochała, ale płakała ze złości, nie z bólu. Bała się, że Tom straci cierpliwość i
odjedzie. Co sobie o
niej pomyśli? Co pomyślał, gdy zobaczył światło w kuchni? Jak długo
będzie czekał? Kiedy znów się spotkają?
Musi się z nim zobaczyć. Pragnęła go całym sercem
i
całą duszą. Chciała znaleźć się w jego
ramionach i usłyszeć pieszczotliwe słowa miłości.
Uścisk ojca zelżał, lecz nie na tyle, by Mary mogła wyrwać się z pułapki.
-
Przestań się mazać
-
wycedził ojciec ze złością.
-
Wstyd mi, że moja córka zrobiła z siebie
taką idiotkę. Gdy oprzytomniejesz, będziesz mi wdzięczna. Jeszcze mi podziękujesz.
-
Nigdy w życiu!
-
krzyknęła Mary, szlochając.
- Nie lubisz Toma, bo nie jest oficerem i...
jeździ motorem, a nie drogim samochodem.
Pan Cameron zaklął pod nosem.
-
Pirelli to łobuz. Sama wiesz, że był karany za przekroczenie szybkości i że wywołał
awanturę w klubie. Nie pozwolę takiemu nicponiowi zbliżać się do mojej córki.
-
Ale on już się do mnie zbliżył!
-
zawołała Mary, triumfalnie patrząc ojcu w oczy.
-
Co to znaczy? Zabiję go!
-
Na litość boską, uspokój się.
-
Pani Cameron podeszła do męża.
-
Nie krzycz tak głośno. Jest
środek nocy. Chodźmy
do salonu i spokojnie porozmawiajmy.
- Nie ma o czym -
burknęła Mary.
- Dlaczego nie chcecie
zrozumieć, że kocham Toma, a on
kocha mnie? Nie mogę bez niego żyć. Jeśli zabronicie mi do niego iść, zmarnujecie mi życie.
-
Twoje życie już jest zmarnowane
-
warknął ojciec. Mary znów się rozpłakała. Nie
przypuszczała, że ma tak niesprawiedliwych i okrutnych rodziców. Czuła się, jakby związali ją i
rzucili na dno oceanu. Opuściły ją siły. Wprawdzie ojciec trzymał Mary słabiej, lecz wiedziała,
że nie ucieknie. Usiadła na podłodze i zwiesiła głowę. Pragnęła umrzeć.
-
Chcesz, żebym poszła powiedzieć Tomowi, że nie przyjdziesz?
-
zapytała Sonia.
Mary uniosła głowę i zdumiona zobaczyła, że kuzynka jest ubrana. Ojciec też był ubrany.
Dlaczego? Czy znali jej plan?
Sonia wprowadziła się do wujostwa przed rokiem, gdy została przyjęta na wydział prawa, ale
kuzynki nie zaprzyjaźniły
się. Wprawdzie mieszkały pod jednym dachem i razem jeździły na
zajęcia, ale studiowały na różnych wydziałach i nie spędzały z sobą zbyt wiele czasu.
Dziwny blask w oczach Soni zaniepokoił Mary, ale nie chciała, by Tom niepotrzebnie czekał.
-
Dobrze, idź i powiedz mu, co się stało. Zapewnij go, że wymyślę jakieś rozwiązanie.
-
Soniu, zostań
-
zarządził pan Cameron.
-
Jeśli już ktoś musi rozmawiać z tym łajdakiem, ja
to zrobię. Najchętniej pogadałbym z nim pięścią, ale wolę nie ryzykować sądu wojskowego.
Tymczasem pani Cameron zagotowała wodę i postawiła filiżanki na tacy.
-
Chodźcie do pokoju. Herbata dobrze nam zrobi.
-
Ja dziękuję
-
powiedziała Sonia.
-
Chyba na nic się tu nie przydam, więc pójdę się położyć.
Mrugnęła porozumiewawczo do Mary, co zrozpaczona dziewczyna odczytała jako znak, że
kuzynka postara się jednak wymknąć do Toma, ale niewiele ją to pocieszyło.
Po wyjściu Soni Mary rzuciła rodzicom podejrzliwe spojrzenie.
-
Wygląda na to, że zaczailiście się na mnie. Skąd wiedzieliście, co zamierzam zrobić?
-
Złośliwi twierdzą, że wojsko i inteligencja nawzajem się wykluczają, ale czasami zdarza się
bystry oficer -
odparł pan Cameron z krzywym uśmiechem.
Mary popatrzyła na ojca spode łba.
-
Jeśli moja dorosła córka zechce posłuchać, chętnie powiem,
dlaczego jestem przeciwny tej
znajomości. Niestety, nie ufam Pirellemu.
-
Nie dałeś mu szansy...
-I
nie zamierzam. Nie będę ryzykować, gdy chodzi o moją jedynaczkę. Nie mam zaufania do
faceta całkowicie pozbawionego ambicji.
- Co to znaczy?
-Hm...
Pirelli jest cholernie zdolny. Bezbłędnie rozwiązuje wszystkie testy, prawie zawsze
wygrywa w zawodach strzeleckich.
-
Naprawdę? Nigdy się nie pochwalił. Czyżbyś miał mu za złe duże zdolności?
-
Bo według mnie coś nie jest w porządku, jeśli młody zdolny człowiek nieustannie rozrabia.
Nie chodzi tylko o to, jak się zachowuje w mieście. W koszarach też nigdy nie wiadomo, z czym
wyskoczy. Zawsze kwestionuje rozkazy,
nie słucha starszych rangą, nie dostosowuje się do ko-
legów. Dlatego jeszcze nie awansował.
-
Tego też mi nie mówił.
- Nic dziwnego. -
Pan Cameron zacisnął szczęki, co sprawiło, że wyglądał jak buldog.
- Mam
zastrzeżenia, bo Pirelli lubi zgrywać bohatera, a tacy bez namysłu wyskakują na pierwszą linię.
Rozumiesz, o czym mówię, prawda?
-
Rozumiem, że jest odważny.
Zgłoś jeśli naruszono regulamin