Du Bellay, Les Antiquités de Rome, XXX
Comme le champ semé en verdure foisonne,De verdure se hausse en tuyau verdissant,Du tuyau se hérisse en épi florissant,D'épi jaunit en grain, que le chaud assaisonne;
Et comme en la saison le rustique moissonneLes ondoyants cheveux du sillon blondissant,Les met d'ordre en javelle, et du blé jaunissantSur le champ dépouillé mille gerbes façonne;
Ainsi de peu à peu crut l'empire romain,Tant qu'il fut dépouillé par la barnare main,Qui ne laissa de lui que ces marques antiques
Que chacun va pillant, comme on voit le glaneur,Cheminant pas à pas, recueillir les reliquesDe ce qui va tombant après le moissonneur.
Jak pole obsiane zielenią się pleni,
Z zieleni w łodyżkę się wznosi zieloną,
Z łodyżki się najeża w kłos rozkwitnięty,
Z kłosa żółknie w ziarno, które skwar owiewa;
I jak żniwiarz ścina, kiedy przyjdzie pora,
Falujący włos łanu, co jaśnieje,
Układa je w wiązkę, i z żółknącego zboża
Na polu ogołoconym tysiąc snopków stawia;
Tak powoli wzrastało cesarstwo Rzymu,
Aż barbarzyńska dłoń je ogołociła,
Pozostawiając zeń jedynie starożytne znaki,
Które każdy grabi, niczym zbieracz,
Co w krok po polu idzie i resztki podnosi,
Z tego, co za żniwiarzem na ziemię upadło.
Ronsard, Je n'ai plus que les os
Je n'ai plus que les os, un squelette je semble,Décharné, dénervé, démusclé, dépulpé,Que le trait de la mort sans pardon a frappé,Je n'ose voir mes bras que de peur je ne tremble. Apollon et son fils, deux grands maîtres ensemble,Ne me sauraient guérir, leur métier m'a trompé ;Adieu, plaisant Soleil, mon oeil est étoupé,Mon corps s'en va descendre où tout se
[désassemble. Quel ami me voyant en ce point dépouilléNe remporte au logis un oeil triste et mouillé,Me consolant au lit et me baisant le face, En essuyant mes yeux par la mort endormis ?Adieu, chers compagnons, adieu, mes chers amis,Je m'en vais le premier vous préparer la place.
Nic ze mnie, jeno kości, szkieletem się zdawam,
Wychudzony, bez mięśni, bez nerwów, bez ciała:
Już mię dosięgła śmierci bezlitosna strzała,
Mych własnych ramion widok lękiem mnie napawa.
Apollonie wraz z synem, próżna wasza rada:
Już mnie rzemiosło wasze uleczyć nie zdoła
Żegnaj mi, miłe Słońce: ciemność dookoła,
Ciało me tam zstępuje, gdzie wszystko się rozpada.
Któryż druh, widząc mię w tym ogołoceniu
Nie schyli się nade mną, by ulżyć cierpieniu,
Któryż powstrzymać zdoła współczucia szlochanie,
Gdy dłoń swą na wpół martwej mej położy głowie?
Żegnajcie, przyjaciele! Żegnajcie, druhowie!
Pierwszy z was odchodzę gotować wam mieszkanie.
Lettres